
W Polsce tradycja chleba jest obecna od pokoleń. Widoczny jest na naszych stołach praktycznie każdego dnia, w każdym domu. Jest jednak miejsce na świecie, gdzie je się znacznie więcej chleba niż może nam się wydawać. Praktycznie nie ma posiłku, przy którym nie byłby obecny.
Grecja a przy tym i wyspa Zakynthos wręcz jest uzależniona od jedzenia chleba. Nie wiedzą dlaczego. Zapytani czemu jedzą chleb w takich ilościach robią wielkie, przerażone oczy i mówią: Ale jak to, tak bez chleba? Po czym dodają: Takiej biedy to jeszcze u nas nie ma, żebyśmy chleba nie jedli.
Tutaj pojawia się pierwsza różnica między polskim podejściem do chleba, a greckim. W Polsce jedzenie chleba na co dzień nie przysparza nam rozmyślań na jego temat, ale gdy nastają ciężkie czasy mawiamy: tylko suchy chleb będziemy jeść, albo z samym masłem. Suchy chleb jest dla nas oznaką, że nie ma już nic innego do jedzenia. Samo określenie suchy chleb nie brzmi zachęcająco. Zazwyczaj jak mamy do zjedzenia tylko suchą kromkę, bez dodatków, przestaje być ona darzona taką czułością i sympatią. Tutaj, na Zakynthos, chleb jest na pierwszym miejscu. Zwykła kromka bez dodatków jest oznaką, że właśnie mamy co jeść, bo jest dodatkiem praktycznie do każdej potrawy. Jest chleb, jest wszystko. Na Zakynthos, jak nadejdą ciężkie czasy, najwyżej ubijemy i zjemy kurczaka.
Jak to możliwe, że chleb obecny jest przy każdym posiłku, w ciągu całego dnia? W Polsce świeżutki bochenek zaczyn dzień. Jemy go na śniadanie. Potem ten dzień kończy w postaci kanapki na kolację. W Grecji istnieje jednak inny porządek dnia, jeśli chodzi o jedzenie. Grecy nie jedzą śniadań praktycznie wcale. Ich porannym posiłkiem, jeśli można to tak nazwać, jest kawa. Grecka porządna, parzona w briki, stawia na nogi. Czasami do drugiej kawy, przedpołudniowej, przekąszą coś słodkiego. Słodyczy w Grecji nie brakuje, bo od słodkości są uzależnieni prawie tak samo jak od chleba. Popołudniu głodnieją i wtedy najczęściej słychać dzieci, chłopców oraz dorosłych mężczyzn krzyczących: Mamoooo! Jestem głodny! Zrób coś, najlepiej natychmiast. Przedstawiciele płci męskiej bardzo często nie zdają sobie sprawy z procesu przygotowania jedzenia i ile czasu on zajmuje. To zjawisko występuje na całym świecie, ale w Grecji jest szczególnie nasilone. Mama oraz żona odrywając się od robienia obiadu czym prędzej szykują „coś” do jedzenia. Zazwyczaj jest to właśnie chleb! Ale nie kanapka, bo takowych z przykrością muszę stwierdzić Grecy nie lubią. Za to jedzą chleb z oliwą, z kawałkiem sera feta (ale nie na chlebie, bo to już byłaby kanapka, tylko obok). Ser czasami może występować w formie podsmażonej np. znane i lubiane przez Greków Saganaki. Reszta przysmaków, które rozpływają się w polskich ustach tutaj jakby nie istnieje. Serki kanapkowe, topione, twarożki, dżemiki, szyneczki, zwieńczone ogóreczkiem lub pomidorem…mmm. W greckiej lodówce- brak. Pomidor, owszem pojawia się, ale w formie wtartej. Wtartej dosłownie w kromkę chleba, gdzie używany jest w tym wypadku tylko jego sok i kilka pestek, które umknęły przy wcieraniu. To nazywają chlebem z pomidorem. Także proszę się edukować w trakcie czytania tego tekstu i nie dać się nabrać tak jak ja, która na hasło: chlebek z pomidorkiem bardzo się ucieszyłam zanim wylądował na talerzu. Do popołudniowego talerza czasami wpadnie trochę oliwek, papryczka nadziana fetą w oliwie lub kawałek salami.

Kolacja natomiast pojawia się pod koniec dnia, o różnych porach i tutaj chleb również występuje. Towarzyszy podobnym składnikom jak przy popołudniowej przekąsce. Bywa również, że wieczorna kolacja to drugi obiad, czyli jedzenie na ciepło, grillowane, pieczone, gotowane. Dużo warzyw, oliwa, a także jajka. Nie ma się co dziwić, że wielu Greków przysłowiowo jest za co złapać.
Poza domem chleb obecny jest również w kościele, przy przyjmowaniu komunii świętej. W Grecji, a także na wyspie Zakynthos, przeważającą religią jest prawosławie, gdzie komunia podawana jest w postaci chleba namoczonego winem. Chleb symbolizuje ciało Chrystusa, natomiast wino jest symbolem chrystusowej krwi przelanej za ludzkie grzechy.
Chleb ma w sobie też wiele tajemnic w szczególności ten własnej roboty. W sklepach oczywiście możemy spotkać się z różnymi gatunkami pieczywa, od białego po ciemne, pita, razowe, żytnie, z ziarnami, fitness czy bezglutenowe. Tak jak wszędzie można trafić na chleb bardziej lub mniej smaczny, a ceny kształtują się pomiędzy 0,99 € a 3,50 €. Najlepiej jednak smakuje ten pieczony w domu. Na Zakynthos kilka domów wciąż jeszcze posiada murowane piece do pieczenia chleba. Taki piec dumnie zdobi między innymi obejście domu Anny, która podczas gdy pisałam ten tekst przyniosła mi do pokoju chleb aż dwa razy, żebym przypadkiem nie zasłabła. Raz z wspomnianym wcześniej wtartym pomidorem i oliwą, a drugi raz z przecierem pomidorowym, cebulą i posypany parmezanem śmiejąc się, że zrobiła najszybszą pizzę na świecie. Dlaczego o niej wspominam? Anna jest wspaniałą kobietą, mamą trójki dzieci, dorosłych dzieci płci męskiej oczywiście. Jest niesamowitym źródłem informacji o tradycji i przesądach greckich, a w tym przypadku powiedziałabym nawet zakintyjskich. O chlebie wie wszystko i według tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie potrafi go upiec.



Z pozdrowieniami z Zakynthos
Zuzanna Wiśniewska
Przepis Anny na wiejski chleb z pieca opalanego drewnem
Zaczyn:
– 5 szklanek gorącej wody
– 30 g drożdży
– 1 kg mąki
Połączyć składniki w misce, ugnieść dłońmi i wyrobić okrągły bochenek. Przełożyć do czystej miski, osypując bochenek mąką, aby się nie przykleił. Odstawić na jedną noc w ciepłe miejsce, koniecznie przykryć kocykiem.
Następnego dnia rano:
– zagotować średni garnek wody
– do wody dodać garść soli i jeszcze raz 30 g drożdży (rozpuszczą się przy mieszaniu)
– do garnka z osoloną wodą z drożdżami wkładamy bochenek zaczynu z poprzedniego dnia i rozdrabniamy go dłońmi tak, żeby możliwie połączył się z wodą.
– dodajemy do tego 12 kg mąki i ugniatamy ręcznie przez 1 godzinę (w 12 kg mąki: 8kg pszennej i 4 kg żytniej)
– po wyrobieniu ciasta odcinamy po kolei około jedno kilogramowe fragmenty, które uformowane staną się bochenkami. Zagniatamy dłońmi do środka, tak aby ukształtować bochen chleba.
– posypujemy każdy mąką na spodzie i u góry, aby się nie kleiły
– układamy na czystej pościeli, gładko rozłożonej na desce do przenoszenia chleba (wygląda jak nosze dla chorego), pamiętając o robieniu zakładek z pościeli pomiędzy bochenkami, aby po wyrośnięciu nie „zrosły się”
– odstawiamy przykryte pościelą i dwoma kocami na 2 godziny w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Wyrośnięty chleb pieczemy 1 godzinę w piecu wcześniej opalonym drewnem nie zapominając o tajemnicach 😉
W przepisie nie ujęłam magicznych przesądów, ponieważ one zawarte są tylko w głowie i przekazywane z pokolenia na pokolenie w formie słownej. To tajemnice, które trzeba po prostu zapamiętać.