CO Z TYM WRAKIEM 26.04.2012

26 kwiecień 2012

 

W 1995 prestiżowy magazyn turystyczny „Voyage” umieścił Zatokę Wraku w piątce najpiękniejszych plaż świata. Jest mnóstwo określeń na to bajeczne miejsce: Navagio, Zatoka Wraku, Shipwreck, plaża ze statkiem "Panagiotis". Prawda jest taka iż jest to jedno z miejsc dla których przyjeżdża się na Zante.

Dla wielu z nas pierwszy kontakt z Zakynthos zaczyna się na od widoku charakterystycznego zdjęcia, oślepiająco białej plaży, otoczonej z trzech stron wysokimi, pionowymi urwiskami... Morze zawsze na tych obrazkach jest niesłychanie błękitne lub oszałamiająco szmaragdowe...a na plaży tkwi w piasku ciemny kształt rdzewiejącego kadłuba sporego statku. Zdjęcie to wykorzystywane jest do promocji nie tylko samej wyspy, ale również Grecji. Jednak historia tego miejsca do dziś budzi wiele kontrowersji i domysłów . Czy sława tego miejsca zaczęła się od splotu niewiarygodnych okoliczności czy jest zgrabną mistyfikacją? Oceńcie sami.

Statek ten rozpoczął swoją historię 14 stycznia 1937 roku w Glasgow w stoczni Scotts Bowling Yard, jako MV "Saint Bedan" gdzie został zbudowany dla J & A Gardner Co. LTD jako mały masowiec (Coaster) służący do przewozu ładunków na niewielkie odległości. Któż wie ile mil pokonał nim w 1964 roku został sprzedany dwóm grekom z Salonik i dalej pływał pod nową nazwą "Meropi". W 1966 roku znów zmieniono jego nazwę na "Charis". W 1975 roku statek ten trafił w ręce swojego ostatniego, chyba nie do końca uczciwego właściciela. Kupił go wtedy niejaki P. Lisikatos z Pireusu i od tej pory pływał pod nazwą "Panagiotis". Dalsze losy statku nie są zbyt dobrze udokumentowane, pojawia się ich wiele różnych wersji z których żadna nie jest w 100% pewna. Nawet data zatonięcia nie jest jednoznaczna- jedne źródła podają rok 1980 inne 1981 czasem nawet można spotkać się z rokiem 1982.

Ogólnie przyjętą i najbardziej atrakcyjną, z punktu widzenia turystycznego marketingu, jest wersja o jego niemalże pirackiej przeszłości. Według tej wersji, od chwili zakupu
przez ostatniego właściciela, "Panagiotis" pływał jako statek przemytniczy. W 1980 roku, rozpoczął swój ostatni rejs z Turcji z ładunkiem papierosów wiezionych do Włoch, dla słynnej włoskiej mafii. Według innych podwersji tej historii, w jego ładowniach, oprócz papierosów miał się też znajdować nielegalny alkohol i... "panie do towarzystwa". Jednak na greckich wodach terytorialnych, został "namierzony" przez grecką straż wybrzeża. Rozpoczął się pościg. "Panagiotis", uciekał ku północy, wzdłuż
zachodniego wybrzeża Zakynhos. Żywot statku, miał się zakończyć z powodu sztormu, jaki rozpętał się w czasie jego ucieczki. Idący bardzo blisko brzegu statek, został wyrzucony na mieliznę, w zatoce Agios Georgiu. Według innych doniesień, "Panagiotis" miał rozbić się na skałach nieco wcześniej, w okolicach Porto Vromi. Wersja z rozbijaniem się o skały jest dość dobra, ponieważ w okolicach Porto Vromi, zdradliwych skał jest dość dużo i statek rzeczywiście mógłby ulec tam uszkodzeniu, które mogło zmusić kapitana do osadzenia statku na mieliźnie w jedynym możliwym do tego miejscu. To co w tej wersji wydaje się być niepokojące, to brak dokładnej daty zatonięcia. Gdyby przemytniczy statek był rzeczywiście ścigany przez okręt wojenny, fakt ten musiał by znaleźć odzwierciedlenie w jego dzienniku pokładowym. Znana była by wtedy przynajmniej przybliżona data zatonięcia, oraz nazwa ścigającego go okrętu. Fakt rozpoczęcia pościgu musiał by być nie tylko wpisany do dziennika, ale również zgłoszony odpowiednim władzom. Tonący statek, zapewne nadawał by również sygnał S.O.S i na pewno ktoś by go odebrał, co również zostało by odnotowane i uzupełniło historię końca jego drogi. Niepokojące wydaje się również to iż mały i powolny coaster, mógłby skutecznie uciekać przed raczej szybkimi i zwinnymi okrętami straży przybrzeżnej. Alternatywna wersja jest znacznie mniej ekscytująca i nie ma w niej za grosz morskiego romantyzmu, ani rozpalających wyobraźnie przemytników, sztormów, pościgów i tragicznego końca. Wersja ta mówi bowiem, jakoby wrak statku został osadzony w 1980 roku w "Zatoce Piratów" przez... greckie Ministerstwo Turystyki. Dziwnym zbiegiem okoliczności, rok 1980 miał być rokiem wielkiego exodusu mieszkańców wyspy na kontynent, w poszukiwaniu pracy. Ministerstwo miało by w ten sposób wykreować atrakcje turystyczną przyciągającą turystów i sprzyjającą rozwojowi turystyki na wyspie i zatrzymaniu emigracji ludności. Która wersja jest prawdziwa? Obawiam się iż ciężko obecnie było by dotrzeć do prawdy. Pewna jest tylko historia statku do 1975 roku, dalej skrywa ją już tylko mgła tajemnicy, i może tak jest właśnie lepiej dla wszystkich... I dla mieszkańców wyspy którzy mają czym wabić turystów, i dla turystów którzy mogą poczuć dreszcz emocji słuchając tragicznej historii i oczami wyobraźni widząc mały statek walczący z ogromnymi falami, słyszą przeraźliwy zgrzyt dartego na skałach poszycia, krzyki załogi usiłującej ratować swój przemytniczy żywot... jak i dla samego statku, który zamiast trafić na ponure złomowisko, pełne szkieletów zapomnianych okrętów, leży spokojnie w pięknej zatoce, budząc zainteresowanie odwiedzających... a jego imię nie zaginęło w sinych odmętach przeszłości.

Poznając krążące wersje na własną rękę próbuję dociec prawdy i wykorzystując fakt, że mieszkam tu od dłuższego czasu, biegle mówię w języku greckim, wielu moich przyjaciół mieszkających na wyspie traktuje mnie jak „swojego” i odkrywają przede mną tajemnice i triki, które mają na celu przyciągnąć większą ilość turystów. O „sztuczkach” miejscowych będzie mowa przy innej okazji…

Mieszkańcy wsi Anafonitria do dziś wspominają, że po wspomnianej katastrofie informacja lotem błyskawicy rozeszła się wśród okolicznych mieszkańców i wielu z nich ruszyło po „łupy”. W zatoce jak okiem sięgnąć na powierzchni morza pływały kartony
papierosów, z których po osuszeniu pociechę mieli przez wiele miesięcy.

Czy straż przybrzeżna zobligowana do odnotowania w dzienniku pokładowym zdarzenia zrobiła to? Kto zna choć trochę mentalność Greków i ich wrodzone niedbalstwo, nie przywiązywanie wagi do szczegółów uzna, że mogło to zostać przeoczone. Niestety w pościg za kontrabandą nie ruszyła niemiecka policja morska… J Co się stało z załogą?

Podobno tylko kapitanowi udało się uciec, wykorzystując szybką łódź motorową i mieszka spokojnie do dziś w Holandii, pozostałą część załogi schwytano i postawiono pod sąd. Sam wrak wypatrzył grecki fotograf, jego zdjęcie obiegło cały świat a wyspa stała się sławna.

Tyle o historii tego statku, dzień dzisiejszy przynosi inne problemy i emocje. Ostatnio w miejscowej prasie i telewizji rozpoczęła się debata, której tematem było własnie wyżej wymienione ruiny łodzi. Prawda jest taka iż wrak w zastraszającym tempie niszczeje zżerany przez korozje, rozgrabiany przez turystów biorących kawałek łodzi na pamiątkę. Do tego wszystkiego morze wcina plaże i z roku na rok powoli pochłania resztki tej niewątpliwej atrakcji turystycznej Zakynthos. Urząd miasta nie robi nic w tej sprawie i dlatego mieszkańcy złożyli petycję do burmistrza z prośbą o zajęcie się sprawą.
W końcu za jakiś czas plaży z Wrakiem może po prostu nie być :-(.