SKĄD SIĘ WZIELIŚMY NA ZANTE 15.05.2012

Skąd się wzięliśmy na Zakynthos? Część 1

 

Jest koniec sierpnia 2006 roku Volos, Grecja. Po nieudanych testach w duńskim Silkeborg FF wróciłem do mojego obecnego klubu lecz szukam możliwości odejścia z niego ze względu na jego fatalną sytuację finansową. Siedzę w mieszkaniu przyjaciela a jednocześnie współzawodnika w miejscowym Olympiacosie, Emila Nowakowskiego popijając popołudniową kawę. Dzwoni telefon. Mój grecki menager.

- Halo?

- Nucko, Jak się miewasz? Mam dla ciebie ofertę.

- W porządku. Skąd?

- Z raju! (śmiech po drugiej stronie słuchawki)

- Oooo to już brzmi ciekawiej, lepiej grać za darmo w raju niż w Volos. Co to za klub?

- Zakynthos…

- Która liga?

- Trzecia

- Dziękuję. Zadzwoń jak będziesz miał coś poważniejszego. Gia!

Odkładam słuchawkę. Po chwili znowu dzwoni Theopilos.

- Słuchaj, wiem, że jeszcze nie grałeś tak nisko, ale wysłuchaj mnie do końca. Znamy się nie od dziś i wiem, że nie liczy się dla ciebie tylko kasa. Jest to wyspa, gdzie raz na jakiś czas wyjeżdżam na wakacje. Mój przyjaciel z Aten ma tam dom. Prezydent tamtejszego klubu prosił go o pomoc w znalezieniu napastnika i stąd telefon do ciebie. Jedź, rozejrzyj się, niczym nie ryzykujesz a w międzyczasie będę pracował nad czymś ciekawszym sportowo. Jak zobaczysz tę wyspę zakochasz się.

- Ok. przemyślę.

Po dwóch dniach czekania „na lepszą sportowo ofertę” wyszukując informacji w necie postanowiłem przyjrzeć się z bliska tej nowej i nieznanej dla mnie wyspie i klubowi. Wyruszając w drogę z Volos nie mam jeszcze pojęcia, że los zgotuję mi niespodziankę i kolejne lata spędzę w czterech miastach, które będą na jej trasie. Za Lamią zatrzymuję się na chwilę w Thermopilach by oddać hołd mojemu antycznemu bohaterowi, królowi Sparty- Leonidasowi, który z pomnika dumnie unosi miecz i tarcze przypominając, że nawet w trzystu, broniąc „gorących wrót” można odbić dziesięciotysięczną armię Persów. Ach, to był Kozak! Gdzie ci dzisiejsi Grecy zgubili to męstwo i odwagę? Dzisiaj jako trener nie raz próbując zmotywować moich zawodników do walki odwołuję się do 
ich przodków. Charaktery tych dzielnych ludzi kształtowało siermiężne wychowanie, lojalność i niezwykły etos żołnierski.

 Zostawiając za sobą malownicze wybrzeże Morza Egejskiego, tajemnicze i dziewicze góry Parnasu mijam starożytne Delfy i nowoczesnym mostem w Patrze tnę Zatokę Koryncką przeprawiając się na Peloponez. Już tylko godzinkę przeprawy promowej z miejscowości Kilini i  widzę już majaczące na widnokręgu zarysy wyspy Zakynthos. Kwiatami witają mnie bardzo sympatyczni przedstawiciele klubu APS Zakynthos i wiozą do hotelu w miejscowości Laganas. Jest późny wieczór, moim oczom ukazuje się morze świateł neonowych, roznegliżowane turystki, pełne bary i wszechogarniająca muzyka dobiegająca z niezliczonych dyskotek. Samochód z trudnością przejeżdża przez tłum ludzi wprost wylewających się z pół otwartych nocnych lokali.

- O f…k! I ja mam tu grać w piłkę!? Pomyślałem. Cdn… MN